12.11.2013

Bosworth Jennifer- "Dziewczyna, którą kochały pioruny"

 


Autor:Jennifer Bosworth
Tytuł: Dziewczyna, którą kochały pioruny
Wydawnictwo: Amber
Moja ocena: 6/10


Opis:
Mia Price to dziewczyna, którą kochają pioruny. Los Angeles jest jednym z niewielu miejsc, gdzie czuje się bezpieczna. Do czasu gdy trzęsienie ziemi niszczy miasto.Wokół panuje chaos. Plaże zmieniają się w gigantyczne wioski namiotów. Śródmieście jest rumowiskiem. Nocami w opuszczonych budynkach odbywają się dzikie imprezy. Ich uczestników przyciąga w ruiny moc, której nie potrafią się oprzeć.Dwie walczące ze sobą sekty gromadzą coraz więcej wyznawców. I obie widzą w Mii klucz do wypełnienia dwóch apokaliptycznych proroctw...
tajemniczy Jeremy obiecuje ją chronić, lecz czy jest tym, za kogo się podaje? Mia nie jest tego pewna. Wie tylko, że jego dotyk jest bardziej elektryzujący niż uderzenie pioruna. 

Recenzja:

Targają mną sprzeczne emocje. Z jednej strony książka oryginalna pod względem fabuły, a z drugiej strony wykonanie jest słabe. Miłość? Było. Apokalipsa? Było. Pioruny? No właśnie nie było. To samo z resztą dotyczy wątku katastroficznego Los Angeles. Miasta Aniołów. W tej książce w czasie w którym rozwija się cała akcja miasta biedy, fanatyków wyznaniowo-religijnych i złodziei i lewych interesów. Czarnych rynków.
Z początku akcja, cała narracja jest bardzo ciekawie przedstawiona jak na mój gust. Klęska. Katastrofa. Ludzie muszą sobie radzić nie mając podstawowych środków do życia. Cała opowieść toczy się wokół Mii, która za wszelką cenę chce utrzymać swoją rodzinę w całości, niestety z opłakanym skutkiem. 
Wszystko wymyka jej się z rąk. A do tego dochodzą dwa przeciwne sobie wyznaniowo obozy- pierwsze rekrutujące biednych ludzi, zbyt naiwnych by widzieć prawdę. Szukających pomocy w fanatycznej wierze. Drugi obóz zaś rekrutuje wszystkich, którzy mają tzw. Iskrę.
 Mia odgrywa w tym wszystkim bardzo kluczową rolę. To ona będzie punktem kulminacyjnym.  A do tego dodajmy bardzo płytko przedstawioną 'miłość". Nie będę wnikać dalej, bo nawet mi się nie chce tego opisywać. Bohaterzy całkiem dobrze nakreśleni, potrafili oddawać emocje, ale czasami byli wręcz nieznośni, z tymże, że było to zaplanowane i mimo czasami negatywnych emocji tak naprawdę był to realizm sytuacji. Nie było żadnego 'hulaj dusza, piekła nie ma'. Każda postać niosła za sobą bagaż doświadczeń. Opisy na ziemię nie powalały, jak to się mówi. Proste, bez większych wnikań, byle nakreślić jak mogłoby to wszystko wyglądać. I tu duży minus. Bo emocje oddawały tylko dialogi postaci i akcja, zaś opisy były po prostu niedopracowane. Bardzo targnęło na moje nerwy napis gdzie "Dziewczyna..." została porównana do bardzo sławnych już powieści "Niezgodnej" oraz "Igrzysk Śmierci". Książka tylko tym kataklizmem przypomina trochę tamte powieści, więc nie zgodzę się, że może być ona przyrównywana do tak wspaniałych dzieł. (Przynajmniej "Igrzysk Śmierci"). Dlaczego? Bo nie jest nawet w połowie tak dobra jak książki wymienione powyżej. Najbardziej z całej książki przypadła mi do gustu końcówka książki, której oczywiście Wam nie zdradzę. I oczywiście delikatnie mówiąc bardzo denerwowała mnie ciągła gadka o religii, wiem, że jest kluczowym elementem w książce, ale no ludzie, całe LOS ANGELES jest w ruinie, a autorka opisuje akurat stowarzyszenia, czy też raczej sekty?
Streszczając się do minimum. Jesteście fanami romantyczności, głębokiej miłości? To nie książka dla Was.
Lubicie kiedy w książce jest dużo o religii, sektach i prawdziwej wierze? Więc to książka idealna dla Was. Z mojej strony to chyba tyle, dobranoc! 

Pozdrawiam i przesyłam buziaki,
Wasza Ola.

17 komentarzy:

  1. O nie, teraz to mnie przeraziłaś. Książka od dawna czeka na mojej półce, ale jakoś zawsze było akurat coś innego do czytania. Miałam jednak wobec niej spore oczekiwania, a Ty tu teraz walnęłaś taką recenzję, że zwątpiłam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, chyba zepsułam Ci lekturę, jednak mam nadzieję w takim razie, że Tobie akurat będzie ona odpowiadać.

      Usuń
  2. Widzę, że ostro potraktowałaś tę pozycję. Recenzja od serca :) Kiedyś miałam na nią niezłą ochotę, właśnie dzięki porównaniom do "Igrzysk". Teraz podejrzewam jednak, że już po nią nie sięgnę... za dużo schematów i tematyki dotyczących... sekt (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja piszę tylko od serca, nie chcę żeby czytelnicy zawiedli się na mnie. I dziękuję.

      Usuń
  3. Tym porównaniom nigdy nie wolno ufać, rzadko kiedy jest w nich coś na rzeczy. Recenzja bardzo ciekawa, a książka... cóż, na wyprzedaży mógłbym ewentualnie wziąć, choć nie więcej jak za dychę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja tyle razy się mijały te porównania z prawdą, że szkoda język strzępić. Dziękuję.
      P.S. Zawsze zostaje jeszcze wypożyczyć w bibliotece :)

      Usuń
  4. Jestem romantyczką pełną parą, dlatego lubię czytać książki o gorącej miłości, w związku z czym z przyjemnością poznam powyższą książkę, gdyż jej fabuła ogromnie mnie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba źle mnie zrozumiałaś, wręcz przeciwnie- miłość w tej książce nie jest głęboka jest tak sztucznie opisana. Zero romantyzmu. :<

      Usuń
  5. Tematyka sekt to ciekawy tema. Nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pioruny? Było :D W "Złodzieju pioruna"- polecam! ;)
    Jestem ogromną romantyczką i ten wątek jest dla mnie szczególnie ważny a czasem nawet najważniejszy. Dlatego bardzo smuci mnie fakt, że relacje bohaterów są płytkie...
    No i do tego amber... Czyli dalszego ciągu nie będzie. Nienawidzę tego wydawnictwa!
    Jeśli szukasz książki która dorasta "Igrzyskom śmierci" do pięt, to polecam "Prochy" Ilsa J. Bick. Bardzo podobała mi się ta książka a w matrasie jest za 10 zł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro polecasz to na pewno przeczytam. :) naprawdę wydawnictwo amber jest takie złe? Szkoda :(

      Usuń
    2. Amber to istna tragedia... Totalnie ich nie rozumiem. Nie wydają kontynuacji i co gorsza nie odpowiadają nawet na pytania czytelników "dlaczego?". Dla przykładu: wydawnictwo Papierowy Księżyc z jakiegoś powodu nie wyda "Miejsc ciemnych i pustych" ale poświęciło naprawdę wiele akapitów by jakoś to zawiedzionym fanom wytłumaczyć. Amber nie odpisuje w ogóle, a jeśli już to odpowiedź brzmi: "Bo nie"...
      Więc jak sama widzisz są po prostu beznadziejni... A szkoda, bo zdarza im się wydać coś ciekawego, tak jak wspomniane "Prochy", "Żelaznego króla", Cień nocy", "Córkę dymu i kości", Odcień fioletu"... Ale co z tego skoro nie poznamy zakończeń większości tych historii...

      Usuń
  7. Od początku czułam, że to będzie jedna z tych "niemrawych" lektur, jak ja to je zwykłam nazywać ^^ Niemniej, jednak jeśli jakimś cudem książka trafi do biblioteki, to chętnie wypożyczę. Choćby po to, żeby potrzymać w rękach powieść o TAKIEJ okładce. Jakimś cudem bowiem, wpadła mi w oko. Nie żeby była wyśmienicie piękna, ale jak najbardziej w moim stylu ^^ Tylko ta czcionka taka niedopasowana... Ale przecież w wydawnictwie AMBER wszystko nie będzie idealne...
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż nawet nie wiedziałam, że Wydawnictwo Amber ma tak złą opinię szczerze mówiąc. A co do okładki, oj taak, jest naprawdę bardzo ładna, również mi się podoba. :D

      Usuń
  8. Jestem ciekawa, może mnie akurat zainteresuje? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tam lubię książki Ambera, trafiają im się fajne tytuły.
    Ciekawa recenzja, muszę rozejrzeć się za tym tytułem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czeka od paru dni na mojej biblioteczce , ale teraz nie wiem ,czy szybko się za nią zabiorę . Mam nadzieję ,że przypadnie mi do gustu ...
    Fajny blog , cieszę się ,że trafiłam na niego :)



    http://czytaniemoimhobby.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń