09.12.2013

Opowiadanie konkursowe

Świąteczne opowiadanie 



Byłam zmarznięta i rozdrażniona. Przyznaję, że to nie najlepszy początek świąt Bożego Narodzenia. Ulicę oświetlały radosne światełka i kolorowe łańcuchy, zawieszone na przydomowych sosnach lub świerkach. Zewsząd dobiegały wesołe odgłosy ludzi, przygotowujących się do kolacji. Z prawie czarnego nieba padał gruby śnieg, który potem nieznośnie mienił się kolorami bądź szybko znikał pod moimi glanami, irytującą trzeszcząc. Szłam donikąd. Nie chciałam wracać do domu, do mamy zajmująca się nową, lepszą córeczką ani ojczyma. Nie potrzebowali mnie, a ja ich. I co z tego, że dzisiaj jest Wigilia, którą powinno się spędzać z kochająca rodziną? Domy przede mną zaczęły się zamazywać, tworząc kolorowe plamy. Do diabła, nie rozpłaczę się. Przecież jestem silna!
Żwawiej poruszyłam nogami, ale po chwili przystanęłam. Zorientowałam się, że stoję przed wejściem do parku. Z wahaniem przekroczyłam bramę i skierowałam się do najbliższej ławki. Również ona, jak wszystko inne, była pokryta kilkucentymetrową warstwą śniegu, która została przeze mnie zgarnięta na ziemię. Park był cichy, opustoszały. Nic dziwnego skoro każdy świętuje w domu. Rozejrzałam się w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby zająć myśli przed zbaczaniem na niepożądane tematy. Oblodzone gałęzie drzew tworzyły złowieszczy klimat z horrorów, które kiedyś tak lubiłam oglądać z mamą. Iskrzący śnieg, na który wcześniej narzekałam, stał się w moich oczach czymś nieskończenie pięknym. Powoli zaczęłam dostrzegać kolejne atrybuty tego krajobrazu, przeistaczając ponurą scenerię w bożonarodzeniowy widok. Bez bombek, ozdób czy gwaru towarzyszącego krzątaninie. Odkrywałam inną stronę tych świąt: bielszą, spokojniejszą, ale tak samo pociągającą. Tylko gdyby było odrobinkę cieplej, pomyślałam z nikłym uśmiechem na ustach.
Straciłam poczucie czasu. Oprzytomniałam dopiero wtedy, gdy zza drzew, na jedną z wielu alejek, wyszła młoda para z dzieckiem. Dziewczynka miała na oko dziesięć lat. Podchodziła do każdego krzaczka, strzepywała z niego śnieg, a echo posłusznie roznosiło jej głośny śmiech. Nawet z tej odległości mogłam dojrzeć tajemnicze uśmiechy, błąkające się na twarzach jej rodziców oraz pełne dumy spojrzenie, kiedy na nią zerkali. To chyba zabolało mnie najbardziej, bo pamiętałam, że dawno temu, przed pojawieniem się ojczyma i małej Darii, też taka byłam. Żywiołową, bezproblemową ani nienegującą uczucia rodziców, dziewczynką. Wiedziałam, że tamte czasy nie powrócą. W jednej chwili zrozumiałam również, że nie chcę spędzać świąt samotnie. Nieważne, że nie będzie tak jak dawniej. Byłam przywiązana do nowej rodziny. Kochałam ją, chociaż nie chciałam tego głośno przyznać. Obawiałam się jedynie odrzucenia. Byłam zazdrosna o chwile uwagi, które mama poświęcała Darii. Rozumiałam, że musi poświęcać jej swój czas, ale moją irytacje, podsycała duma starszego dziecka. Wyszłam z parku. Pojęłam swój błąd i było mi głupio z powodu własnego zachowania. Musiałam wrócić do domu. Pragnęłam przeżyć Wigilię razem ze wszystkimi. Radosną krzątaninę, dzielenie się opłatkiem, śpiewanie kolęd i smakowanie potraw. Prezenty nie były najważniejsze, przynajmniej w ten sposób sobie chwilowo, altruistycznie wmawiałam. W drodze do domu spoglądałam na otaczającą mnie rzeczywistość zupełnie inaczej niż godzinę temu. Niecierpliwie oczekiwałam bożonarodzeniowej kolacji, pogodzenia oraz przeżycia kilku niezapomnianych chwil. Potwierdzając moje uczucia, żołądek zaczął dawać o sobie znać.
Kilka minut później stałam przed drzwiami naszego mieszkania, ozdobionymi tandetnym, ale słodkim, mikołajkowym stroikiem. Zadzwoniłam dzwonkiem, a minutę później drzwi otworzyła mama w fartuchu przypudrowanym mąką. Na klatkę schodową z głębi mieszkania docierały apetyczne zapachy potraw, które ledwie zarejestrowałam, skupiając się na obserwowaniu twarzy mamy, która wyrażała całą gamę uczuć. Kiedy byłam na dworze, nie myślałam o tym, co powiem, gdy będę stać naprzeciwko członka rodziny. Co powiedzieć?
- Cześć, mamo. – wykrztusiłam. Od razu zganiłam się za swoją wypowiedź. Tylko na tyle mnie stać? Dzisiaj jest Wigilia! Powinnam ją przepraszać na kolanach. Jednak mama zdawała się nie zauważać mojej gafy. W jej oczach zalśniły łzy, a może tylko mi się wydawało? Zanim cokolwiek zdążyłam wytłumaczyć, zrobiła krok do przodu i mnie mocno objęła. Zanurzyła twarz w moich włosach.
- Amelia, ja… się tak martwiłam o ciebie. Dzięki Bogu, że ci się nic nie stało. Gdzieś ty była? Kochanie, nie rób tego więcej. My cię wszyscy kochamy. To nic, że się czasem kłócimy, wiesz? – gorączkowo szeptała. Moja udawana, stoicka postawa runęła w gruzach. Objęłam przytulająca mnie kobietę i również zaczęłam szeptać, przepraszając. Nawet nie wiedziałam, kiedy popłynęły łzy.
- Wchodź do środku. Musisz być przemarznięta.
- Przepraszam, że wyszłam z domu. Ja po prostu musiałam sobie coś przemyśleć. – mówiłam wchodząc do środka przytulnego mieszkania. Wyczułam delikatny zapach mandarynek, który nieodłącznie towarzyszył tym świętom. Idąc za mamą, przez szparę w drzwiach do salonu zobaczyłam zielone drzewko, oblepione bombkami i przystrojone łańcuchami oraz świecącymi się światełkami. Światło było zgaszone, tworząc idealną atmosferę. W kuchni istniał prawdziwy rozgardiasz, ale nie przeszkadzało mi to, ponieważ znaczyło, że to jest mamy stanowisko pracy, której chętnie pomogę. Rozebrałam się z kurtki, czapki i szalika, i chwilę później mieszałam w garnku groch z kapustą, co chwila zaglądając do patelni z grzybkami, które stale kusiły do ich skosztowania.
Śmiałyśmy się jakby epizod z samotną wycieczką do parku nie miał miejsca. Ojczym bawił Darię w niebieskim pokoiku. Byłam szczęśliwa i nie mogłam zrozumieć, dlaczego chciałam od tego wszystkiego uciec. Jedyne, czego pragnęłam teraz, to zatrzymać się w czasie i nigdzie się nie ruszać.
Gdy przyszedł moment rozpakowywania prezentów, poszłam do swojego pokoju ku zdziwieniu wszystkich zebranym w salonie. Przypomniałam sobie, że nie mam dla nich żadnego upominku. Rodzicom nigdy nie kupowałam podarunku, ponieważ oni sami tego nie chcieli. Natomiast Darii należał się prezent. Jest moją małą siostrzyczką i dobrze by było, gdyby dostała coś ode mnie. Przebiegłam wzrokiem po pokoju. Na górnej półce siedział miś z zabawnie kręconymi loczkami. Stanęłam na taborecie i sięgnęłam po niego. Dostałam go kilka lat temu i przez długi czas był moją ulubioną przytulanką. Kiedyś był częścią mojego życia, dziś stanowił odległe, ale miłe wspomnienie, jedne z tych, które przywołują chwilowy uśmiech na twarzy i myśl „och, oczywiście, że pamiętam. Zawsze lubiłam się nim bawić, ale potem wydoroślałam”.
Wróciłam do salonu i podeszłam do Darii, siedzącej na kolanach mamy. Przyklękłam i pokazałam jej kudłatego misia. Radośnie zaklaskała i zacisnęła rączki na przytulance, z całych sił przygarniając ją do siebie. Mama patrzyła na nas z czułością. Dalsza część wieczoru upłynęła w sielskiej atmosferze. Magiczny czas będzie trwał przez następne dni, a później zobaczymy. Pomimo początkowych nieporozumień dzisiejsza Wigilia stała się prawdziwą częścią świąt.
Taką, której wyczekuję z przyspieszonym biciem serca w następnym roku. 


Jest to opowiadanie zwyciężczyni naszego konkursu. Jeszcze raz gratulujemy! :)

P.S. Przepraszamy za małe opóźnienie z publikacjami recenzji, niestety jest to spowodowane tymczasowym brakiem czasu z powodu egzaminów próbnych. Obiecujemy, że wkrótce nadrobimy zaległości. :)

4 komentarze:

  1. To jest naprawdę świetne. Sama ostatnio zaczęłam trochę pisać, ale moje wypociny nie są nawet w połowie tak dobre jak Twoje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh spodziewałem się ,że ta dziewczynka w parku to będzie jakiś duch :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, widzisz jaka niespodzianka xD Też na początku miałam podobne skojarzenie, autorka widać, że potrafi zaskakiwać :D

      Usuń