26.02.2014

Sparks Nicholas-"Jesienna miłość"

 


Tytuł: Jesienna miłość
Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
Ocena:8/10

Opis:

Jest rok 1958. Beztroski siedemnastolatek, Landon Carter, rozpoczyna naukę w ostatniej klasie szkoły średniej w Beaufort w Kalifornie Północnej. Jego ojciec kongresman pragnie, by syn zrobił karierę - tymczasem Landon, podobnie jak reszta klasy, nie zaczął jeszcze zastanawiać się, co zrobić z dorosłym życiem. Jedynie Jamie Sullivan, cicha spokojna dziewczyna opiekująca się owdowiałym ojcem, pastorem, jest inna. Nie rozstaje się z Biblią, nie chodzi na prywatki, a dzień bez dobrego uczynku uważa za stracony.
Tymczasem zbliża się dobroczynny bal. Nie mając akurat dziewczyny Landon w odruchu desperacji zaprasza Jamie, na którą nikt dotąd nie zwrócił uwagi. Znajomość nie kończy się na balu. Wykpiwany przez kolegów chłopak początkowo unika Jamie, wkrótce jednak ich kontakty przeradzają się w przyjaźń, a potem głęboką miłość. 

Recenzja:


W sumie to nic dodać nic ująć. Moja koleżanka Ania( przy okazji pozdrawiam Aniu!) bardzo polecała mi ekranizację tej książki-"Szkołę uczuć". Nie mając jednak książki sięgnęłam pierwiej po film.
Na końcu oczywiście się popłakałam. Bo tak to już jest w dramatach, zwłaszcza na podstawie książek Sparksa- że gdzieś się tę łzę uroni. A książki nadal nie przeczytałam.. Chwilę potem wybierałam się na konkurs recytatorski. Musiałam wybrać prozę. I tak naprawdę z całej mojej biblioteczki nie wybrałam nic. I uświadomiłam sobie, że czytam sieczkę. (PR- i wszystko jasne..) I, że te książki nic do mojego życia nie wnoszą. Tyle książek, a ile z tego wyniosłam? Nawet głupiej prozy nie potrafiłam znaleźć, z całego stosu książek. Dlatego postanowiłam przeczytać coś co będzie dla mnie wartościowe. A wiedząc, że Sparks jest w tym dość ekspertem poszłam z nim w tango właśnie kupując "Jesienną miłość".
Narratorem jest chłopak o imieniu landon- i proszę dziewczyny nie zrażajcie się tym, niektóre z Was mogą pomyśleć: "o nie, to nie dla mnie". A ja Wam w tym momencie powiem, że odkryłam, że męscy narratorzy są dużo ciekawsi niż te rozwodnione emocjonalnie pożal się Boże bohatereczki.
Książka opowiada przede wszystkim o akceptacji. Ludzi, chorób, poglądów, wiary.
Ciekawy narrator, da się lubić, w pewien sposób pokazuje połączenie dwóch światów. Świata własnego- znajomych, wyluzowania, wyśmiewania innych A także świata w którym czas spędza z Jamie. Na dobroczynności, pomaganiu innym, udzielaniu się w szkole itp.itd.
Landon przede wszystkim w książce sam przechodzi wewnętrzną przemianę, między innymi też za sprawą Jamie, którą przedstawia się za wierzącą, spokojną, o dobrym sercu dziewczynę. Osobiście nie lubię kiedy w książkach wspomina się dużo o Bogu. To jest każdego indywidualna sprawa i denerwuje mnie kiedy ktoś nadużywa religijnych odnośników. Czasami w duszy gdzieś nawet odrobinę śmiałam się z Jamie, że jest jakaś nawiedzona, mimo, że nawet gdyby- byłoby to całkiem racjonalne. W końcu wychowywał ją pastor. Jednak w pewnej chwili urzekła mnie wiara Jamie. Była taka mocna w tak...ciężkiej sytuacji. TO NIE JEST SPOILER ;)
Bardzo ładna historia. Lubię język, jakim posługuję się autor. Plastyczny, dzięki któremu możemy niemal wejść w skórę głównego bohatera i czuć dokładnie to samo, co czuje on. Ze mną tak było w tym wypadku. Płakałam, gdy płakał Landon. Uśmiechałam się, gdy on się uśmiechał. Cierpiałam, gdy on cierpiał. To najlepsze, gdy możemy przeżywać dokładnie to samo, co główny bohater. Widzieć świat jego oczami.
  Spodobała mi się również później postać Jamie. Naprawdę niesamowita z niej osoba, poświęcała całą siebie, żeby móc pomagać innym. Gdy czytałam tę książkę, dopiero wtedy tak naprawdę sobie uświadomiłam, jak mało jest osób na świecie, które robią coś dla innych ludzi bezinteresownie, nie oczekując niczego w zamian. A Jamie dokładnie tak postępowała, pomagała każdej osobie, które tej pomocy potrzebowała. Nawet ludziom, którzy byli dla niej okrutni. Naprawdę cudowna postać, pełna łagodności i ciepła. Minus dałam jedynie za opisy, według mnie były nie takie jak trzeba. Trochę niedokładne. " Jesienna miłość" to książka na jeden wieczór. Krótka i prosta. Trochę schematyczna. (Schemat buntownika i wspaniałej dziewczyny. Schemat wewnętrznej walki. Opór. Eksplozja uczuć. Radość. >Nieszczęście.<---> niestety, ale Sparksa książki zazwyczaj właśnie takie są). Lecz Sparks ma to do siebie i o tyle można mu wybaczyć, że  nie napisał kilkudziesięciu podobnych opowieści by zachwycić nas zaskakującą fabułą. Napisał je, ponieważ każda kolejna przyciąga tysiące czytelników łaknących słów pełnych miłości, oddania, czułości i wrażliwości, której właściwie nie doświadczamy każdego dnia. Poczytność w tym wypadku, według mojej interpretacji, świadczy o tęsknocie jaką odczuwamy.
Czy polecam? Myślę, że warto przeczytać tę książkę.



Pozdrawiam serdecznie!
Wasza Ola :)

16 komentarzy:

  1. Ja "Szkołę uczuć" uwielbiam, ale książki nie udało mi się jeszcze przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zraziłam się ani trochę. Wręcz gdy wspomniałaś o męskim narratorze, od razu zapragnęłam książkę przeczytać. :) W domu mam jedną powieść tego autora - prezent ode mnie dla mamy na któreś-tam Święta ^^ i z całą pewnością, już wkrótce ją przeczytam, a co!
    W każdym razie! Interesująca recenzja. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę czytałam - spodobała mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam tę historię jedynie z wersji filmowej, choć nie ukrywam, że zaintrygowałaś mnie tą narracją z perspektywy Landona. Do tej pory miałam okazję przeczytać jedynie "Ostatnią piosenkę" tego autora:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat "Ostatnią piosenkę" również miałam szansę przeczytać, ale w moim przekonaniu nie jest ona jakaś wspaniała. Rzekłabym nawet- męcząca.

      Usuń
  5. Mimo pozytywnej recenzji, mam już dość takich książek. Może kiedyś? ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam, że na książkę zwróciłam uwagę dopiero po odnowieniu okładki (która jest bajeczna). Szkołe uczuć znam, jak najbardziej, dlatego chętnie przeczytałabym i książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię książki Sparks'a i ta także przypadła mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uważam, że "Szkoła Uczuć" jest świetna, szkoda, że gdy ją oglądałam nie wiedziałam, że jest nakręcona na podstawie książki, a może nawet mnie to nie obchodziło? Chociaż książki jeszcze nie miałam okazji przeczytać, to żałuję, że nie zrobiłam tego przed filmem, tak czy siak na pewno kiedyś po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. N. Sparks'a czytałam tylko "I wciąż ją kocham" bardzo mi się spodobała. Mam zamiar przeczytać jeszcze "Ostatnią Piosenkę" i "Od pierwszego wejrzenia", które już są w mojej biblioteczce. Film "Szkołę uczuć" oglądałam i mi się bardzo spodobał, po książkę też sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sparks. Uwielbiam tego czlowieka. Przeczytalam już kilak ksiązek ktore napisal i wszystkie są równie prześwietne :) Jesiennej milosci nie czytalam jeszcze, ogladalam jedynie film. Ale chyba muszę w koncu przeczytac i ksiazke ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. O jej! Pozycja jak najbardziej dla mnie! Chcę niebywale ją przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam Sparksa, choć czytałam tylko 3 jego książki, a na jednej się zawiodłam:) Szkołę uczuć oglądałam, książkę też mam w planach:D Polecam Ostatnią piosenkę, jeśli nie czytałaś, genialna książka:D

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam. Jestem zakochana w książkach Sparksa a to właśnie od tej książki zaczęła się moja przygoda z nim. Co lepsze. Wcześniej oglądałam film - "Szkoła uczuć" ale zupełnie nie wiedziałam że została ona nakręcona na podstawie tej książki. Dopiero przy czytaniu, gdzieś w połowie zorientowałam się, że skądś kojarzę tą fabułę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety jest to jedna z nielicznych pozycji w której ekranizacja podobała mi się o wiele bardziej od książkowego pierwowzoru, mimo iż o ani jednej, ani drugiej złego słowa powiedzieć nie mogę. Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń